Krzysztof Lewandowski - Pecunia olet

Niedawno zapaszkiem zalatywało z powodu domniemania naszej finansowej interesowności przy podejmowaniu decyzji o wysłaniu wojsk do Iraku, które to motywy dementowali najwyżsi przedstawiciele naszych władz, przygotowując się równocześnie do brania udziału w międzynarodowych przetargach zbrojeniowych.
Obecnie zalatuje w dwójnasób, bo oto dowiadujemy się, że i te komercyjne rachuby biorą w łeb – Bumar nie będzie miał kontraktu. Zdradziliśmy więc ideę pokojową i nie dostaliśmy za to srebrników.

Może to i lepiej. Świetnie wykształceni i wyposażeni technicznie pracownicy Bumaru mają oto okazję, aby się zastanowić, jak przestawić produkcję swoich zakładów na cele służące pokojowi, czyli naszemu globalnemu społeczeństwu, a nie wojnie, czyli interesom partykularnym jakiegoś kraju. Eksport broni z dowolnego kraju nigdy nie był zajęciem zaszczytnym, gdyż prowadzi niezmiennie do eskalacji przemocy jednych ludzi względem innych – terrorystów względem tyranów i vice versa.

Jeszcze trudniej zrozumieć naturę tego procederu w dzisiejszej „globalnej wiosce”, jak zwykło się nazywać nasz sprzęgnięty internetem, telewizją, sputnikami i samolotami świat. To tak, jakby w tej wiosce napuszczać jednego gospodarza przeciwko drugiemu i wręczać mu kij albo strzelbę.

„Każdy kij wali w walącego” – mawiają Chińczycy. Podobnie, każda wyprodukowana maszyna czy broń, która przynosi śmierć i zniszczenie, uderzy wcześniej czy później w sprawców tych tragedii, do których w jakimś stopniu należą również producenci broni. W globalnej wiosce społeczne, ekologiczne i ekonomiczne plagi spadają na wszystkich, a nie tylko na wybranych. Spadają także na ich sprawców. Wojna jest jedną z takich plag, jest dowodem, że nie nauczyliśmy się jeszcze żyć i współpracować dla dobra całej ludzkości, którą technicznie powołaliśmy już do istnienia. Jak by powiedzieli marksiści – siły wytwórcze wyprzedzają stosunki społeczne o całą długość stadionu.

Dzięki nowoczesnej telekomunikacji jesteśmy coraz bliżej siebie nawzajem, a dzięki mediom jesteśmy w stanie odczuwać tragedie ludzi z innych kontynentów tak, jakby miały miejsce tuż obok nas. Dotyczy to w równym stopniu ofiar Twin Towers, jak i ofiar wojen w Jugosławii, Afganistanie czy Iraku. Boli nas, gdy giną ludzie czy walą się budynki, ale gdy zdarzają się takie tragedie, rzadko przychodzi nam wtedy na myśl, że ich początkiem były dostawy uzbrojenia, a jeszcze wcześniej – kontrakty zawierane w naszym imieniu przez ludzi decydujących o przeznaczeniu naszych podatków.

A swoją drogą, to interesujące, jakim cudem proponowane w przetargu ceny kontraktowe Bumaru i konkurencji mogły różnić się aż o 40 procent. Czy to efekt nieudolności handlowania, czy może dotacji, o których nikt nie wie?

(luty 2004)
Krzysztof Lewandowski